3.8.14

Losing Hope - rozdział czterdziesty


Les,

Ona wie.

I nie mogę uwierzyć, że właśnie podwiozłem ją do domu i odjechałem. Nie obchodzi mnie, że nie chce być teraz w moim towarzystwie. Nie ma cholernej mowy, że zostawię ją w spokoju. Chciałbym, żebyś teraz tutaj była, bo nie wiem co ja, do diabła, robię.

H

 

Siadam gwałtownie, kiedy słyszę jej krzyk obok mnie na jej łóżku. Z trudem łapie powietrze.

Kolejny koszmar.

- Co tutaj robisz, do diabła? – pyta.

Zerkam na zegarek na mojej dłonie i pocieram oczy. Staram się posortować wszystko, co było prawdziwe przez ostatnich parę godzin, a co było tylko snem.

Niestety, to wszystko było prawdziwe.

Kładę rękę na jej nodze i przysuwam się do niej bliżej. Jej oczy są przerażone. – Nie potrafiłem cię zostawić. Musiałem się upewnić, że nic ci nie jest. – Przenoszę dłoń na jej szyję i jej tętno obija się szybko przy wnętrzu mojej ręki. – Twoje serce. Jesteś wystraszona.

Patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Jej klatka piersiowa unosi się ciężko, a spływający z niej strach kompletnie mnie załamuje. Nakrywa dłonią moją rękę i ją ściska. - Holder… pamiętam.

Natychmiast odwracam ją do siebie i zmuszam, żeby na mnie spojrzała. - Co pamiętasz? – pytam, czekając nerwowo na odpowiedź.

Potrząsa głową, nie chcąc tego wypowiedzieć. Ale ja potrzebuję, żeby to powiedziała. Muszę wiedzieć, co pamięta. Kiwam głową, bezgłośnie nakłaniając ją do mówienia. Nabiera głębokiego tchu. – To Karen była w tym samochodzie. Ona to zrobiła. To ona mnie zabrała.

Tego właśnie nie chciałem, żeby czuła. Przytulam ją. - Wiem, kochanie. Wiem.

Przylega do mojej bluzki i ściskam ją mocniej, ale odpycham, kiedy tylko otwierają się drzwi jej sypialni.

- Sky? – odzywa się Karen, patrząc na nas z progu.

Karen patrzy na mnie, próbując zrozumieć, czemu tutaj jestem. Zwraca się znowu do Sky. – Sky? Co… co ty robisz?

Sky obraca się i patrzy mi rozpaczliwie w oczy. – Zabierz mnie stąd – błaga szeptem. – Proszę.

Potakuję, wstając i podchodzę do jej szafy. Nie wiem, gdzie chce iść, ale wiem, że będzie potrzebować ubrań. Znajduję worek marynarski na górnej półce i zanoszę go do jej łóżka. - Wrzuć tutaj trochę ubrań. Wezmę z łazienki to, czego potrzebujesz.

Kiwa głową i kieruje się do szafy, kiedy ja idę do jej łazienki po wszystko, czego może potrzebować. Karen prosi ją, żeby nie wychodziła. Gdy mam pełne ręce, wychodzę z łazienki, a Karen trzyma ręce na ramionach Sky.

- Co ty wyprawiasz? Co się z tobą dzieje? Nie wyjdziesz z nim.

Omijam Karen i staram się zachować najwyższy spokój, dla dobra nas wszystkich. – Karen, sugeruję, żebyś ją puściła.

Karen odwraca się, wstrząśnięta moimi słowami. – Nie zabierzesz jej. Jeśli choćby wyjdziesz z tego domu razem z nią, dzwonię na policję.

Nic nie mówię. Nie jestem pewien czy Sky chce ją poinformować iż zna prawdę, więc powstrzymuję się od powiedzenia tego, co chciałem powiedzieć Karen od chwili, kiedy zdałem sobie sprawę, że to ona jest za to wszystko odpowiedzialna. Zapinam torbę i sięgam po rękę Sky. – Gotowa?

Potakuje.

- To nie jest żart! – krzyczy Karen. - Zadzwonię na policję! Nie masz prawa jej zabrać!

Sky wkłada rękę do mojej kieszeni i wyciąga moją komórkę, podchodząc do Karen. - Proszę – mówi. – Zadzwoń.

Testuje Karen. Jej umysł działa tak szybko, jak mój i liczy na to, iż może udowodnić, że Karen jest w tym wszystkim niewinna. Czuję, jak łamie mi się serce, ponieważ wiem, że Karen nie jest niewinna. To skończy się źle.

Karen nie chce wziąć telefonu, a Sky bierze ją za rękę i wpycha do niej komórkę. –Zadzwoń! Zadzwoń na policję, mamo! Proszę – mówi. Sky błaga ostatni raz, rozpaczliwie. – Proszę – szepcze.

Nie mogę już dłużej patrzeć, jak znosi to Sky, więc chwytam jej rękę i prowadzę do okna, pomagając jej przez nie wyjść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz