Nigdy nie powinienem był jej tam
przywozić. Gdy tylko zatrzymaliśmy się przed domem, czułem, że nie będzie
wystarczyć jej tylko patrzenie. Oczywiście wysiadła z samochodu i zażądała
zobaczenie wnętrza. Próbowałem ją od tego odwieść, ale niewiele mogłem zrobić.
Stoję przed jej oknem i czekam. Nie
chcę, żeby tam była, ale wyraźnie widzę, że ona nie widzi innego wyjścia.
Opieram się o dom i mam nadzieję, że się pospieszy. Nie wygląda na to, żeby
sąsiedzi byli w domach, ale to nie znaczy, że jej ojciec nie podjedzie w każdej
chwili.
Spoglądam na ziemię pod moimi nogami,
po czym zerkam za siebie na dom. W tym dokładnie miejscu stała, kiedy odszedłem
od niej trzynaście lat temu. Zamykam oczy i opieram głowę o dom. Nigdy nie
spodziewałem się, że jeszcze kiedykolwiek znowu tutaj z nią będę.
Otwieram oczy i prostuję się, słysząc
trzask dochodzący z jej sypialni, a za nim wrzask. Nie tracę czasu na
zastanawianie się, co się tam dzieje. Po prostu biegnę.
Wbiegam przez tylnie drzwi i
korytarzem, dopóki nie docieram do jej starej sypialni. Ona płacze histerycznie
i rozrzuca po pokoju rzeczy, więc natychmiast oplatam ją ramionami od tyłu,
żeby ją uspokoić. Nie mam cholernego pojęcia, dlaczego tak się zachowuje, ale
jeszcze mniej wiem, jak to powstrzymać. Rzuca się gorączkowo w moich ramionach,
próbując mi się wyrwać, ale chwytam ją jeszcze mocniej. – Przestań – mówię do
jej ucha. Wciąż szaleję i muszę ją uspokoić, zanim ktoś ją usłyszy.
- Nie dotykaj mnie! – krzyczy. Drapie
paznokciami moje ramiona, lecz nie ustępuję, nawet na sekundę. W końcu słabnie
i staje się pokonana przez coś, co trzyma się teraz jej umysłu. Robi się wiotka
w moich ramionach i wiem, że muszę ją stąd wydostać, ale nie może zachowywać
się tak samo na zewnątrz.
Rozluźniam uchwyt i odwracam ją do
siebie. Opada na moją klatką piersiową i wybucha płaczem, ściskając w pięściach
moją koszulkę, starając utrzymać równowagę. Zniżam usta do jej ucha.
- Sky. Musisz wyjść. Teraz. – Staram
się być dla niej silny, ale potrzebuję również, by wiedziała, że bycie tutaj
jest bardzo złym pomysłem. Zwłaszcza po tym, jak zniszczyła cały pokój. Teraz
będzie wiedział na pewno, że ktoś tutaj był, więc musimy wyjść.
Podnoszę ją i wynoszę z pokoju. Chowa
twarz w moim torsie, kiedy wyprowadzam ją n zewnątrz i do samochodu. Sięgam na
tylne siedzenie i podaję jej moją kurtkę.
- Masz, wytrzyj tym krew. Wrócę do
środka, żeby naprawić to, co mogę.
Przyglądam jej się przez parę sekund,
by upewnić się, że nie dostanie znowu ataku paniki, po czym zamykam drzwi i
wracam do jej pokoju. Naprawiam to, co mogę, ale lustro trudno jest zakryć. Mam
nadzieję, że jej ojciec nie przychodzi często do tego pokoju. Jeśli sprawię, że
poza tym pokojem wszystko będzie wyglądało na nienaruszone, to może minąć parę
tygodni zanim zauważy lustro.
Rozkładam koc z powrotem na łóżku i
zawieszam zasłony, i wracam na zewnątrz. Gdy docieram do samochodu, sam jej
widok wystarcza by niemal rzucić mnie na kolana.
To nie jest ona.
Jest przerażona. Załamana. Trzęsie
się oraz płacze i zastanawiam się po raz pierwszy, czy jakakolwiek z decyzji,
którą podjąłem w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin była mądra.
Odpalam auto i odjeżdżam spod domu,
nie chcąc już go widzieć ani o nim myśleć. Mam cholerną nadzieję, że ona
również. Kładę rękę na tyle jej głowy, którą przyciska do kolan. Przeczesuję
palcami jej włosy i nie zabieram dłoni przez całą drogę do hotelu. Musi
wiedzieć, że tu jestem. Że bez względu na to, jak się teraz czuje, nie jest
sama. Jeżeli nauczyłem się czegokolwiek po straceniu jej tych kilka lat temu
czy po tym, co wydarzyło się z Les, to tego, że nigdy nie chcę, aby czuła się
samotna.
***
Kiedy jesteśmy znowu w pokoju
hotelowym, pomagam jej usiąść na łóżku, po czym biorę mokrą szmatkę i wracam,
żeby przyjrzeć się zadrapaniom.
- To tylko parę zadrapań – mówię. –
Nic głębokiego.
Ściągam buty i kładę się razem z nią
na łóżku. Okrywam nas kocem i opieram jej głowę na swojej piersi, kiedy płacze.
Długość czasu, w którym płacze i
desperacja, z którą lgnie do mnie sprawiają, iż nienawidzę się za to, że na to
wszystko pozwoliłem. Zeszłej nocy byłem beztroski i nie pomyślałem, żeby
trzymać ją z daleka od pokoju Les. Gdyby nie zobaczyła tego zdjęcia, to nie
doświadczałaby teraz tego wszystkiego. I nigdy nie wróciłaby do tamtego domu.
Unosi wzrok i jej oczy są takie
posmutniałe. Ocieram jej łzy i dotykam ustami jej warg, całując ją delikatnie.
– Przepraszam. Nie powinienem był pozwolić ci wejść do środka.
- Holder, nie zrobiłeś nic złego.
Przestań przepraszać.
Potrząsam głową. - Nie powinienem był
zabierać cię tam. To dla ciebie zbyt wiele po tym wszystkim, czego się
dowiedziałaś.
Unosi się na łokciu. - To nie tylko
bycie tam było zbyt wielkim ciężarem. Było tym to, co sobie przypomniałam. Nie
masz kontroli nad rzeczami, które zrobił mi mój ojciec. Przestań obwiniać się
za wszystko złe, co zdarza się ludziom wokół ciebie.
Rzeczami, które jej zrobił? Przesuwam rękę na jej kark. – O czym ty mówisz? Jakie rzeczy
ci zrobił?
Zaciska powieki i opuszcza głowę na
mój tors, znowu wybuchając płaczem. Odpowiedź, której nie chce mi udzielić
rozdziera moje serce na strzępy. - Nie, Sky – szepczę. – Nie.
Jestem przytłoczony kilkoma emocjami
naraz. Nigdy nie chciałem zranić kogoś tak mocno, jak chciałem zranić jej ojca
łajdaka i gdyby nie potrzebowała mnie teraz przy sobie, to byłbym już w drodze
powrotnej do jego domu.
Zamykam oczy i nie potrafię wyrzucić
z głowy jej obrazu, jako małej dziewczynki. Nawet, kiedy byłem małym chłopcem,
dostrzegałem, że była złamana i była pierwszą istotą, którą chciałem chronić. A
teraz, kiedy jest do mnie przytulona, płacze… chcę tylko ochronić ją przed nim,
ale nie mogę. Nie mogę ochronić jej przed wszystkimi wspomnieniami, które
napływają teraz do jej głowy, a oddałbym wszystko, żeby móc to zrobić.
Ściska moją koszulkę w pięściach, nie
przestając płakać. Trzymam ją tak mocno, jak potrafię, wiedząc, że nie potrafię
zrobić nic, żeby zabrać jej cierpienie, więc przytulam ją tak, jak przytulałem
Les. Nigdy nie chcę jej puścić.
Dalej płacze, a ja dalej ją trzymam,
mocno starając się być dla niej silnym, ale powoli się załamuję. Mając
świadomość tego, co jej się wydarzyło i wszystkiego, co musiała przeżyć
całkowicie mnie rozbija i nie mam pojęcia, jak ona potrafi to wszystko
wytrzymać.
Po kilkunastu minutach jej łzy
zaczynają słabnąć, ale nie przestają płynąć. Nareszcie podnosi twarz z mojej
klatki piersiowej i kładzie się na mnie. Zamyka oczy i przysuwa usta do moich,
niemal natychmiast próbując zdjąć ze mnie koszulkę. Nie mam pojęcia, czemu to
robi, więc przewracam ją na plecy. - Co ty robisz?
Oplata dłońmi mój kark i znowu
przyciąga moje usta do swoich. Choć uwielbiam ją całować, to po prostu to nie
wydaje się być właściwe. Gdy jej ręce znowu łapią moją bluzkę, odpycham je. -
Przestań – mówię do niej. - Czemu to robisz?
Patrzy na mnie z rozpaczą. – Kochaj
się ze mną.
Co do cholery?
Natychmiast schodzę z łóżka i
przemierzam podłogę. Nie wiem nawet jak na to zareagować, zwłaszcza po tym, co
właśnie przypomniała sobie o ojcu. - Sky, nie mogę tego zrobić – odpowiadam,
spoglądając na nią. - Nie wiem, dlaczego w ogóle prosisz mnie o to w tej
chwili.
Przysuwa się na brzeg łóżka, gdzie
stoję i siada na kolanach, sięgając po moją koszulkę. – Proszę – błaga. –
Proszę, Holder. Potrzebuję tego.
Odsuwam się od niej, poza jej
zasięgiem. – Nie zrobię tego, Sky. My tego
nie zrobimy. Jesteś w szoku czy coś… nie wiem. Nawet nie wiem, co teraz
powiedzieć.
Opada na łóżko i znowu zaczyna
płakać.
Niech to szlag. Nie wiem jak jej
pomóc. Jestem na to kompletnie nieprzygotowany.
- Proszę
– mówi, patrząc mi w oczy. Jej głos i kryjący się w nim cierpienie rozbijają
mnie od wewnątrz. Opuszcza wzrok na ręce, które splata na kolanach. – Holder…
tylko on mi to zrobił. – Ponownie spogląda mi w oczy. – Potrzebuję, żebyś mu to
odebrał. Proszę.
Jeżeli miałem duszę przed tymi
słowami, to przełamała się na pół. Łzy zalewają moje oczy i czuję jej ból. Tak
bardzo czuję jej ból, bo nie chcę, żeby jeszcze kiedykolwiek myślała o tym
sukinsynie. – Proszę, Holder –
powtarza.
Szlag.
Nie wiem, co robić ani jak sobie z
tym wszystkim poradzić. Jeśli jej odmówię, jeszcze mocniej ją zranię. Jeśli
zgodzę się jej pomóc; nie wiem czy będę w stanie sobie wybaczyć.
Spogląda na mnie z łóżka, całkowicie
załamana. Jej błagający wzrok czeka na moją decyzję. A chociaż żadna opcja nie
jest tą, którą chcę wybrać, to wybieram tę, której sądzi, iż teraz potrzebuje.
Gdybym mógł wymienić się z nią życiem, to zrobiłbym to w ciągu sekundy, żeby
nie musiała już nigdy czuć tego, co czuje teraz. Zrobię wszystko, co trzeba,
żeby złagodzić jej ból.
Wszystko, co trzeba.
Podchodzę do niej i opadam na kolana.
Przysuwam ją na brzeg łóżka i ściągam nasze koszulki. Podnoszę ją i delikatnie
kładę przy wezgłowiu łóżka. Kładę się na niej, ścierając jej łzy.
- Okej – mówię do niej.
Wiem, że najprawdopodobniej po prostu
chce już mieć to za tobą. Nie ma mowy, że ta chwila będzie taka, jak powinna.
Sięgam do mojego portfela i wyciągam prezerwatywę, po czym ściągam spodnie,
przyglądając jej się pilnie przez cały czas. Nie chcę, żeby spanikowała tak, jak
zeszłej nocy, więc szukam jakichkolwiek znaków, że zmieniła zdanie. Już
wystarczająco przeszła. Chcę zrobić wszystko, co w mojej mocy, by jej pomóc, a
jeśli to jej pomoże, to zrobię to.
Całuję ją przez cały czas, kiedy
ściągam jej ubrania. Nie staram się nawet nadać temu romantyczny ton. Po prostu
staram się o niej myśleć w taki sposób, który pomoże mi przejść przez to
szybciej.
Gdy jej ubrania są już ściągnięte,
zakładam prezerwatywę i przyciskam się do niej. – Sky – odzywam się, modląc o
to, aby mnie powtrzymała. Nie chcę, żeby to tak dla niej wyglądało.
Otwiera oczy, kręcąc głową. - Nie,
nie myśl o tym. Po prostu to zrób, Holder.
Jej głos jest całkowicie bezbarwny.
Zaciskam powieki i chowam twarz w jej szyi. – Nie wiem jak sobie z tym
wszystkim poradzić. Nie wiem czy to stosowne, czy naprawdę tego potrzebujesz.
Boję się, że jeśli to zrobię, to jeszcze bardziej ci to utrudnię.
Oplata ramionami moją szyję, znowu
wybuchając płaczem. Zamiast mnie puścić, przyciąga bliżej do siebie i unosi
biodra w bezgłośnej prośbie, żebym nie zatrzymywał się.
Całuję ją w bok głowy i daję jej to,
czego potrzebuje. W chwili, kiedy wsuwam się w nią, łzy zachowuję pozory,
rozpaczliwie starając się nie myśleć o tym, jak inaczej chciałbym to przeżywać.
Staram się nie myśleć o tym, iż czuję
się, jakbym ją wykorzystywał.
Staram się nie myśleć o tym, iż
robienie tego sprawia, że czuję się wcale nie lepszy od jej ojca.
Ta myśl mnie zmraża. Wciąż jestem
wewnątrz niej, ale nie potrafię się ruszyć. Nie mogę już więcej tego robić.
Odrywam się od jej szyi i patrzę na
nią z góry, po czym całkowicie się z niej zsuwam. Siadam na brzegu łóżka i
chwytam pięściami włosy.
- Nie mogę tego zrobić – mówię do
niej. – To złe, Sky. To złe, bo jest mi z tobą tak przyjemnie, ale żałuję
każdej tego pieprzonej sekundy. – Podnoszę się, wrzucam pustą prezerwatywę do
kosza na śmieci, zakładam znowu moje ubrania, po czym podchodzę do drzwi,
wiedząc, że raz jeszcze ją zawodzę.
Wychodzę na zewnątrz i jak tylko
jestem sam na parkingu, krzyczę z frustracji. Chodzę przez chwilę po chodniku,
starając się rozgryźć, co robić. Odwracam się i uderzam w budynek, raz po
razie, po czym opadam na ceglaną ścianę i zastanawiam się, jak, do diabła,
pozwoliłem jej tutaj wylądować. Jak, do diabła, pozwoliłem, żeby to wszystko
zaszło do tego punktu? Ostatnie dwadzieścia cztery godziny mojego życia były
jednym olbrzymim bałaganem.
A oto znowu od niej odchodzę. Robię
to, w czym jestem najlepszy. Pozostawiam ją całkiem samą.
Pragnąc sprostować przynajmniej jedną
z moich złych decyzji, natychmiast wracam do hotelu, do pokoju hotelowego.
Kiedy wchodzę do środka, ona jest w łazience, więc siadam na łóżku i podnoszę
bluzkę, oplatając ją wokół krwawiącej dłoni.
Drzwi łazienki otwierają się i
zatrzymuje się w pół kroku, gdy unoszę na nią wzrok. Spogląda na moją rękę i od
razu do mnie podchodzi, odwiązując bluzkę, żeby przyjrzeć się mojej ręce.
- Holder, coś ty zrobił? – pyta,
obracając moją rękę.
- Nic mi nie jest – odpowiadam, raz
jeszcze osłaniając rękę. Podnoszę się i patrzę na nią, zastanawiając się, jakim
cholernym cudem mogła się martwić teraz o mnie.
- Bardzo przepraszam – odzywa się
cicho. – Nie powinnam była prosić cię o to. Po prostu potrzebowałam…
Jezu. Ona przeprasza mnie? –
Zamknij się – mówię, obejmując dłońmi jej twarz. – Nie masz, za co przepraszać.
Nie wyszedłem dlatego, że byłem na ciebie zły. Wyszedłem, ponieważ byłem zły na
siebie.
Kiwa głową, po czym odsuwa się ode
mnie i podchodzi do łóżka. – W porządku – mówi, unosząc kołdrę. – Nie mogę
oczekiwać, że będziesz teraz tak mnie pragnął. To było złe, samolubne i nie do
przyjęcia, żeby prosić cię o to i naprawdę przepraszam. Chodźmy spać, dobrze? –
Kładzie się do łóżka i okrywa się kołdrą.
Próbuję przetrawić jej słowa, ale nie
mają żadnego sensu. Wcale nie czuję tego, o czym mówi. Jakim cholernym cudem te
szalone myśli pojawiły się w jej głowie?
- Myślisz, że jest mi z tym trudno,
bo nie pragnę cię? – Podchodzę do
łóżka i klękam obok niej. – Sky, jest mi z tym trudno, bo wszystko, co ci się
przydarzyło łamie moje pieprzone serce i nie mam pojęcia, jak ci pomóc. Chcę
być tutaj dla ciebie i pomóc ci przez to przejść, ale każde słowo, które
wychodzi z moich ust wydaje się być nieprawidłowe. Za każdym razem, gdy dotykam
cię albo całuję, boję się, że nie chcesz bym to robił. Teraz prosisz mnie o
seks, bo chcesz mu to odebrać i rozumiem to. Doskonale rozumiem, o co ci
chodzi, ale to nie ułatwia mi kochania się z tobą, kiedy nawet nie potrafisz
spojrzeć mi w oczy. To ogromnie boli, ponieważ nie zasługujesz, żeby tak to się
odbyło. Nie zasługujesz na takie życie, a nie ma ani jednej pieprzonej rzeczy,
którą mógłbym zrobić, żeby ci je ulepszyć. Chcę je ulepszyć, ale nie potrafię i
czuję się bezradny.
Biorę ją w ramiona, a ona oplata
wokół mnie nogi, chwytając się każdego mojego słowa.
- A chociaż przestałem, to nigdy nie
powinienem był zacząć bez powiedzenia ci najpierw jak bardzo cię kocham. Tak strasznie
cię kocham. Nie zasługuję na dotykanie cię, dopóki nie będziesz wiedzieć, że
dotykam cię, bo cię kocham, z żadnego innego powodu.
Przylegam desperacko do jej ust,
chcąc, żeby wiedziała, iż mówię szczerą prawdę. Każde moje słowo i dotyk
istnieje tylko przez szczerość.
Odrywa się ode mnie i całuje moją
brodę, czoło, policzek, wracając do warg. – Też cię kocham – odpowiada,
udowadniając mi raz jeszcze, że słowa są kolejną cechą, w której można się
zakochać. Ale ja już nie zakochuję się w niej kawałek po kawałku. Jestem
zakochany w całej dziewczynie. W każdym jej kawałku.
- Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym
ciebie nie miała, Holder. Tak bardzo cię kocham i przepraszam cię. Chciałam,
żebyś był moim pierwszym i przepraszam, że on ci to odebrał.
- Nigdy nie waż się tego znowu
powiedzieć – mówię. - Nigdy nie waż się tak myśleć.
Twój ojciec odebrał ci ten pierwszy raz w sposób nie do pomyślenia, ale mogę
cię zapewnić, że tylko tyle ci zabrał. Bo jesteś bardzo silna, Sky. Jesteś
cudowna, zabawna, mądra, piękna i tak pełna siły oraz odwagi. To, co on ci
zrobił nie odbiera ci żadnych najlepszych cech. Raz go przetrwałaś i przetrwasz
go znowu. Wiem, że tak będzie.
Kładę dłoń na jej sercu, a jej rękę
na moim. Zniżam się do jej poziomu wzrokowego, upewniając się, że skupia na
mnie całą swoją uwagę. – Pieprzyć wszystkie pierwsze razy, Sky. Dla mnie liczy
się tylko wieczność z tobą.
Wzdycha z ulgą, a potem wycałowuje
mnie za wszystkie czasy. Chwytam jej głowę i opieram jej plecy o łóżko,
wspinając się nad nią. – Kocham cię – mówię przy jej ustach. – Kochałem cię tak
długo, ale po prostu nie mogłem ci powiedzieć. Nie wydawało się to prawidłowe
pozwolić ci mnie kochać, kiedy tyle przed tobą ukrywałem.
Znowu płacze, ale również się
uśmiecha. - Nie sądzę, że mógłbyś wybrać lepszą porę na powiedzenie mi, że mnie
kochasz. Więc cieszę się, że poczekałeś.
Spuszczam głowę i całuję ją. Całuję
ją tak, jak na to zasługuje. Trzymam ją tak, jak na to zasługuje. I zamierzam
kochać się z nią tak, jak na to zasługuje. Rozsuwam szlafrok, który ma na sobie
i przesuwam ręką po jej brzuchu. - Boże,
kocham cię – mówię do niej. Sunę dłonią po jej talii, biodrze i udzie.
Wyczuwam, jak się napina, więc odsuwam się i patrzę na nią. – Pamiętaj...
Dotykam cię, bo cię kocham. Z żadnego innego powodu.
Potakuje i zamyka oczy, i rozpoznaję
spływającą z niej nerwowość. Zasuwam szlafrok i unoszę rękę do jej twarzy.
- Otwórz oczy – mówię. Otwiera i
pełne są łez. – Płaczesz.
Kiwa tylko głową, uśmiechając się do
mnie. – To nic takiego. To dobre łzy.
Obserwuję ją w milczeniu, ustalając
czy powinniśmy to teraz robić. Chcę pokazać jej jak bardzo ją kocham i wymazać
to, co wydarzyło się między nami godzinę temu, ponieważ nigdy nie powinno się
to stać. Chcę, żeby wszystko było właściwe. Zawsze było to dla niej takie
brzydkie, ale zasługuje na zobaczenie, jak piękne może to być.
– Chcę się z tobą kochać, Sky –
mówię, splatając nasze palce. - I myślę, że ty też tego chcesz. Ale chcę, żebyś
najpierw coś zrozumiała. – Nachylam się, scałowując spadającą łzę. – Wiem, że trudno
ci pozwolić sobie to czuć. Tak długo trenowałaś się w blokowaniu uczuć i
emocji, za każdym razem, gdy ktoś cię dotykał. Lecz chcę, żebyś wiedziała, że
to, co twój ojciec fizycznie ci zrobił nie zraniło cię, jako małą dziewczynkę.
Złamało ci serce to, co zrobił twojej wierze w niego. Wycierpiałaś jedną z
najgorszych rzeczy, jaką dziecko może przeżyć z rąk swojego bohatera… osoby,
którą idealizowałaś… i nawet nie mogę sobie wyobrazić, jakie to musi być
uczucie. Ale pamiętaj, że rzeczy, które ci zrobił w żaden sposób nie są powiązane z nami. Kiedy cię dotykam, dotykam
cię, ponieważ chcę cię uszczęśliwić. Kiedy cię całuję, całuję cię, ponieważ
masz najcudowniejsze usta, jakie kiedykolwiek widziałem i wiesz, że nie
potrafię ich nie całować. A kiedy kocham się z tobą – robię właśnie to. Kocham
się z tobą, ponieważ jestem w tobie zakochany. Negatywne skojarzenia, które
przez całe życie wiązałaś z
fizycznym dotykiem nie dotyczą mnie.
Nie dotyczą nas. Dotykam cię, bo jestem w tobie zakochany, z żadnego innego powodu.
– Całuję ją lekko. - Kocham cię.
Całuje mnie mocniej niż kiedykolwiek,
ciągnąc mnie razem z nią na łóżko. Nie przestajemy się całować, a ona pozwala
mi na badanie każdej części jej ciała moimi ustami i rękami. Gdy przygotowuję
się przy niej, zakładając kolejną prezerwatywę, patrzę na nią z góry, a ona
nareszcie spogląda na mnie ze spokojnym wyrazem twarzy. Nie da się pomylić
miłości w jej oczach, ale nadal chce usłyszeć, jak to wypowiada.
- Powiedz mi, że mnie kochasz.
Przytula się do mnie mocniej, patrząc
mi twardo w oczy. – Kocham cię, Holder. Bardzo
mocno – mówi stanowczo. - I żebyś wiedział… Hope też cię kochała.
Kiedy tylko te słowa opuszczają jej
usta, jestem obezwładniony poczuciem spokoju. Po raz pierwszy od momentu, kiedy
została mi zabrana, nareszcie wiem, co to przebaczenie. – Chciałbym, abyś mogła
poczuć, co właśnie mi zrobiłaś. – Nakrywam wargami jej usta w tej samej chwili,
co całkowicie pochłania moje serce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz