3.8.14

Losing Hope - rozdział trzynasty i pół


Les,

Sky, Sky, Sky, Sky, Sky, Sky, Sky, Sky, Sky.

Proszę. Przyzwyczajaj się, bo mam przeczucie, że przez jakiś czas tylko o niej będę mówił. O mój Boże, Les. Nie potrafię Ci nawet wyjaśnić jak idealna jest ta dziewczyna. A kiedy mówię idealna, to mam na myśli nieidealna, ponieważ z nią jest tak wiele niewłaściwości. Ale wszystko co jest z nią niewłaściwe jest wszystkim, co mnie przyciąga i czyni ją doskonałą.

Jest wobec mnie wprost nieuprzejma i kocham to. Jest uparta i kocham to. Jest mądralińska, jest sarkastyczna i każda dowcipna rzecz, która wychodzi z jej ust jest jak muzyka dla moich uszu, bo tego właśnie chcę. Ona jest tym, czego potrzebuję i nie chcę, żeby się zmieniała. Nie ma w niej ani jednej rzeczy, którą bym zmienił.

Jest jednak jedna rzecz, która mnie w niej martwi, a to jest fakt, że wydaje się być ona trochę emocjonalnie obojętna. A choć było to mocno dostrzegalne, kiedy widziałem ją z Graysonem, to nie widzę tego, gdy jest ona ze mną. Jestem prawie przekonany, że czuje do mnie coś innego, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że nie martwię się, że ona nic nie poczuje, jeśli ją pocałuję. Bo niech to szlag, Les, tak cholernie mocno chcę ją pocałować, ale za bardzo się boję. Boję się, że jeśli pocałuję ją zbyt szybko, to poczuje ona ten pocałunek jak każdy inny, który kiedykolwiek otrzymała. Nic nie poczuje.

Nie chcę, żeby nic nie czuła, kiedy ją pocałuję. Chcę, żeby czuła wszystko.

H

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz