3.8.14

Losing Hope - rozdział trzydziesty siódmy


Nigdy wcześniej nie przyprowadziłem jej do domu, chociaż umawiamy się od miesiąca. Hope spędzała dużo czasu w naszym domu, kiedy byliśmy dziećmi, więc martwię się, że moja mama ją rozpozna i coś powie, gdy ją pozna. Więc dopóki Sky nie dowie się prawdy, nie chcę ryzykować, że dowie się jej od kogoś innego niż mnie.

Nie chcę, żeby Sky myślała, że nie chcę, aby była częścią mojego życia, nie pozwalając jej na przyjście do mojego domu czy poznanie mojej rodziny, więc wykorzystałem okazję i przyprowadziłem ją tutaj dzisiaj, bo wiem, że mamy nie będzie w domu. A chociaż w końcu jesteśmy sami i całujemy się na moim łóżku, to nie czuję się z tym właściwie. Wieczór nie zaczął się dobrze i poczucie winy od wszystkiego co wydarzyło się do tej chwili jest na czele mojego umysłu, chociaż chciałbym być teraz skupiony na tym momencie.

Cały dzień była zdystansowana i powinienem był wiedzieć, że to jakoś jest moja wina. Po tym jak opuściliśmy galerię sztuki, gdzie poszliśmy wspierać Breckina i jego chłopaka Maxa, ledwo co wypowiedziała do mnie dwa słowa. Zastanawiałem się czy miało to coś wspólnego z zeszłą nocą i oczywiście, to miało wszystko wspólnego z zeszłą nocą.

Po wczorajszym przyjęciu Halloweenowym mojej matki w kancelarii adwokackiej, gdzie być może wypiłem za dużo drinków, poszedłem do domu Sky i wspiąłem się przez jej okno. Wszystko było dobrze i zasnęliśmy, a po chwili obudziłem się do jej histerycznego płaczu. Płakała, trzęsła się i nigdy wcześniej nie widziałem, by ktoś tak zareagował na koszmar.

Przenigdy.

Cholernie mnie to przeraziło. Przeważnie dlatego, że nie wiedziałem jak jej pomóc, ale również dlatego, że naprawdę nie wiedziałem gdzie, do diabła, byłem, gdy obudziłem się obok niej. Wciąż byłem lekko podchmielony po drinkach i mało pamiętałem z opuszczenia mojego domu i wpadnięcia do jej sypialni. Przerażała mnie świadomość, że byłem przy niej, mówiąc bez ładu i składu. Bałem się, że mogło mi wymknąć się coś o jej przeszłości. Trzymałem ją, dopóki nie przestała płakać, ale potem wyszedłem, ponieważ wciąż odczuwałem efekty alkoholu i naprawdę nie chciałem powiedzieć niczego, co mogłoby wszystko spieprzyć.

Ale najwyraźniej to zrobiłem, bo wcześniej, kiedy byliśmy na dole, powiedziała coś o Hope. Wypowiedziała jej imię, a mnie to wbiło w podłogę. Zabrało mi dech w piersiach. I gdybym nie starał się zachowywać, jakbym nie wiedział o czym mówiła, to powaliłoby mnie to na kolana.

Lecz pozwoliłem jej się wytłumaczyć i okazuje się, że poważne były moje obawy o przebywaniu z nią, kiedy nie byłem całkowicie świadomy swojego zachowania. Najwyraźniej wymamrotałem imię Hope zamiast Sky i przez cały ten dzień zaprzątała sobie tym głowę. Myślała, że Hope była kimś kompletnie innym i myśl, że uważała, iż chciałbym, pragnąłbym albo w ogóle myślałbym o innej dziewczynie po prostu łamie mi serce.

Więc w tej chwili robię wszystko, co w mojej mocy, aby pokazać jej, że jest jedyną dziewczyną, o której myślę.

Tylko o niej.

Całuję ją, podpierając się na rękach i kolanach, starając się uniknąć sprawienia, że będzie się czuła, jakbym przyprowadził ją tutaj po coś innego niż proste spędzanie z nią czasu.

Ale znowu ma na sobie sukienkę.

Po dwóch godzinach spędzonych w piwnicy Daniela sądzę, że oboje jesteśmy pod wrażeniem tego, jak dobrze się poznały moje ręce z jej sukienką. Byliśmy również pod wrażeniem tego, jak dobrze poznały się moje ręce i ubranie pod jej sukienką.

Ale oto jest, znowu mając na sobie sukienkę. I osiągnęliśmy parę pierwszych razów na tamtej kanapie, dwa tygodnie temu. Tak wiele, że tak naprawdę dzisiaj pozostał jeszcze tylko jeden pierwszy raz i fakt, że ona o tym wie i ja o tym wiem, a ona nadal ma na sobie tę sukienkę sprawia, że miesza mi się w głowie, a serce bije niewiarygodnie szybko.

Nie pomaga też fakt, że zanim dotarliśmy do sypialni, całowaliśmy się na schodach i wyznała bełkotliwie, że jest dziewicą. Wiedziałem już, że jest dziewicą, ale świadomość, że myślała o tym, kiedy całowałem ją tak, że musiała wypowiedzieć to głośno każe mi sądzić, że chciała mnie po prostu ostrzec zanim dotrzemy do tego punktu.

I myślę, że ona jest w tym punkcie, dlatego poczuła potrzebę oczyszczenia na dole atmosfery, żeby nie musiała tego mówić, gdy w końcu dojdzie do tej chwili.

Chwili, która trwa właśnie teraz.

Chwili, w której dziękuję aniołom, bogom, ptakom, pszczołom i maleńkiemu Jezusowi, że ona ma na sobie tę sukienkę. Jeśli istnieje jedna rzecz, która może złagodzić moje poczucie winy i pozwolić skupić wyłącznie na niej, to jest to ta sukienka.

- Cholera jasna, Sky – mówię, całując ją szalenie. - Boże, jesteś niesamowita. Dziękuję, że masz tę sukienkę. Naprawdę… - Całuję jej podbródek, dopóki moje usta nie spotykają jej szyi. - Naprawdę mi się podoba. Twoja sukienka. – Obsypuję pocałunkami jej szyję i odchyla głowę, dając mi łatwiejszy dostęp. Opuszczam rękę na jej udo i wsuwam ją pod sukienkę. Gdy docieram do góry uda, rozpaczliwie chcę iść dalej. Ale fakt, że pozwoliła mi na to raz, nie znaczy, że pozwoli mi na to teraz.

Lecz najwidoczniej pozwala, bo przekręca ciało bardziej w moim kierunku, pokazując mojej ręce, żeby kierowała się tam, gdzie kierowała. Sunie dłońmi po moich plecach, kiedy moja ręka wita się z majtkami na jej biodrach. Wsuwam palce pod pasek i zaczynam ciągnąc, w tym samym czasie, co ona ciągnie za moją bluzkę.

Ściąga ją przez moją głowę i jestem zmuszony do zabrania dłoni. Ściskam jej udo, nie chcąc się odsuwać, ale jestem pewien, że chcę ściągnąć koszulkę tak bardzo, jak ona chce ją ściągnąć.

Gdy tylko unoszę się na kolanach, odsuwając od niej, ta pojękuję. Ten dźwięk przyprawia mnie o uśmiech i kiedy ściągam bluzkę, pochylam się i całuję kącik jej ust. Podnoszę rękę do jej twarzy i delikatnie głaszczę linię jej włosów, przyglądając się jej. Wiem, że wkrótce osiągniemy najważniejszy pierwszy raz ze wszystkich i chcę zapamiętać wszystko w tej chwili. Chcę dokładnie zapamiętać, jak wygląda leżąc pode mną. Chcę dokładnie zapamiętać, jak będzie brzmiała, kiedy znajdę się wewnątrz niej. Chcę zapamiętać jak smakuje, jaki jest jej dotyk i jak…

- Holder – mówi bez tchu.

- Sky – odpowiadam, przedrzeźniając ją. Nie wiem, co zamierza powiedzieć, ale cokolwiek to jest, na pewno może poczekać parę sekund, bo znowu muszę ją pocałować. Pochylam głowę i rozchylam jej usta, dopóki nie spotykają się nasze języki. Całujemy się powoli, podczas gdy zapamiętuję każdy centymetr jej ust.

- Holder – odzywa się ponownie, odrywając od moich ust. Unosi rękę do mojego policzka i patrzy w moje oczy. - Chcę tego. Dzisiaj. W tej chwili.

W tej chwili. Powiedziała w tej chwili. To miłe, bo w tej chwili nie mam nic lepszego do roboty. Pasuje mi w tej chwili.

- Sky… - mówię, chcąc się upewnić, że nie robi tego tylko ze względu na mnie. - Nie musimy. Chcę, żebyś była całkowicie pewna, że tego chcesz. Dobrze? Nie chcę do niczego cię przynaglać.

Uśmiecha się i przesuwa paznokciami po moich ramionach. - Wiem o tym. Ale mówię ci, że tego chcę. Nigdy wcześniej z nikim tego nie chciałam, ale chcę tego z tobą.

Nie mam wątpliwości, że jej pragnę. Pragnę jej w tej chwili i ona najwyraźniej pragnie również mnie. Ale nie mogę powstrzymać poczucia winy, wiedząc, że nadal ją oszukuję. Nie wyznałem jej prawdy o nas i czuję, że gdyby wiedziała, to nie podejmowałaby tej decyzji.

Chcę się od niej odsunąć, ale kładzie ręce na moich policzkach i unosi się z łóżka, dotykając wargami moich ust. - To nie jest moje mówienie tak, Holder. To jest moje mówienie proszę.

Co ja przed chwilą myślałem? Coś o czekaniu?

Pieprzyć to.

Nasze usta się zderzają i jęczę, popychając ją na łóżko. – Naprawdę to robimy? – pytam, tak naprawdę samemu w to nie wierząc.

- Tak. – Śmieje się. - Naprawdę to robimy. Nigdy nie byłam niczego bardziej pewna w swoim życiu.

Moja ręka podejmuje na nowo poprzednią pozycję i zaczynam ściągać jej majtki.

- Tylko chcę, żebyś najpierw coś mi obiecał – mówi.

Zabieram rękę, myśląc, że może powie mi, żebym trochę zwolnił. – Cokolwiek.

Chwyta moją dłoń i kładzie ją na swoim biodrze. – Chcę to zrobić – mówi, spoglądając mi stanowczo w oczy. - Ale tylko jeśli obiecasz, że złamiemy rekord najlepszych pierwszych razów w historii pierwszych razów.

Uśmiecham się. Cholerna prawda. - Kiedy jesteśmy ty i ja, Sky… nigdy nie będzie nic gorszego.

Wsuwam ramię pod jej plecy i unoszę ją do góry. Zaciskam palce na ramiączkach jej sukienki, powoli zsuwając je po ramionach. Zaciska rękę w moich włosach, przyciskając do mnie policzek, kiedy ustami dotykam jej ramienia. Palcami wciąż trzymam ramiączka jej sukienki.

- Ściągam ją.

Potakuje głową i łapię za luźny materiał wokół jej talii, ściągając sukienkę przez jej głowę. Kiedy jest całkowicie ściągnięta, opuszczam ją na łóżko i rozchyla powieki. Lustruję spojrzeniem jej ciało, sunąc ręką po jej ramieniu i brzuchu, zatrzymując ją na jej biodrze. Pochłaniam wszystko, co widzę, bo właśnie to chcę najbardziej zapamiętać. Chcę dokładnie zapamiętać, jak wygląda w chwili, kiedy oddaje mi kawałek serca.

- Cholera jasna, Sky – szeptam, przesuwając dłońmi po jej skórze. Schylam się i całuję ją lekko w brzuch. – Jesteś niesamowita.

Patrzę na moją rękę, jak sunie po jej ciele. Patrzę, jak przesuwa się po jej brzuchu i dotyka piersi. Patrzę, jak mój kciuk znika pod jej biustonoszem. Gdy tylko cała moja ręka znika pod jej stanikiem, ona oplata mnie nogami w pasie. W tej chwili żałuję, że nie mam więcej rąk, bo one chcą być wszędzie naraz. I nie chcę, żeby na ich przeszkodzie stanął jakikolwiek materiał ubrania.

Sięgam w dół i ściągam jej bieliznę, potem biustonosz. Całuję ją przez cały ten czas, nawet kiedy zsuwam się z łóżka, żeby usunąć resztę moich ciuchów. Wracam z powrotem na łóżko. Z powrotem na nią.

Gdy tylko się do niej przyciskam, uderza we mnie świadomość, że nigdy w życiu nie doświadczyłem ani nie czułem czegoś takiego jak ona. Tak powinno właśnie być, kiedy ludzie mają swój pierwszy raz. Dokładnie takie powinno towarzyszyć temu uczucie i jest ono niewiarygodne.

Sięgam ręką przez łóżko i wyciągam prezerwatywę z szafki nocnej. Nie przestaliśmy się całować nawet na sekundę, ale muszę zobaczyć jej twarz. Muszę zobaczyć, że potrzebuje mnie wewnątrz niej tak bardzo, jak ja chcę być wewnątrz niej.

Biorę prezerwatywę i unoszę się na kolanach. Otwieram ją, ale zanim ją zakładam, podnoszę na nią wzrok. Jej powieki są mocno zaciśnięte, a brwi zmarszczone.

- Sky? – odzywam się. Chcę, żeby otworzyła oczy. Potrzebuję po prostu od niej jeszcze jednego spojrzenia zapewnienia, ale nie chce otworzyć oczu. Opadam na nią, głaszcząc ją po policzku. – Kochanie – szepczę. – Otwórz oczy.

Jej wargi zaczynają drżeć i unosi ramiona do góry, zasłaniając nimi oczy. – Zejdź ze mnie – szepcze.

Moje serce opada, nie wiem, co zrobiłem nie tak. Zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby to było właściwe, ale najwyraźniej gdzieś coś poszło źle i nie mam pojęcia gdzie. Siadam na kolanach i odsuwam się od niej, gdy wyrywa jej się gwałtowny szloch. Odwraca się ode mnie i ściska ramiona, zakrywając się. – Proszę – płacze.

- Sky, przestałem – mówię, głaszcząc ją po ramieniu. Odpycha moją dłoń i całe jej ciało zaczyna się trząść. Jej usta się poruszają i mówi coś pod nosem, ale nie słyszę co. Schylam się, żeby usłyszeć, co stara się mi powiedzieć.

- Dwadzieścia osiem, dwadzieścia dziewięć, trzydzieści, trzydzieści jeden…

Liczy jeden po drugim i płacze histerycznie, zwijając się w kulkę na moim materacu.

- Sky! – mówię głośniej, próbując ją powstrzymać. Nie wiem, co do cholery, jest nie tak czy co takiego zrobiłem, ale to nie jest ona i zaczyna mnie to przerażać. Reaguje, jakby mnie tutaj w ogóle nie było. Staram się zabrać jej ramię z oczu, żeby na mnie spojrzała, ale odpycha moją dłoń, szlochając histerycznie.

- Cholera, Sky! – krzyczę gorączkowo. Raz jeszcze ciągnę za jej ramię, ale opiera się. Nie wiem co robić ani dlaczego tkwi w tym transie, więc biorę ją w ramiona i przyciągam do klatki piersiowej. Wciąż odlicza i płacze, a ja chyba też jestem na skraju łez, bo ona traci kontrolę i nie mam pojęcia, jak jej pomóc. Kołyszę nią w przód i w tył, odsuwając włosy z jej twarzy i próbując do niej jakoś przemówić, ale ona nie przestaje płakać. Podnoszę kołdrę i okrywam nią nas, po czym całuję ją po głowie. – Przepraszam – szepczę, nie wiedząc, co robić dalej.

Jej oczy otwierają się gwałtownie i podnosi na mnie spojrzenie, cała ogarnięta strachem. – Przepraszam, Sky – mówię, wciąż nie wiedząc, co poszło nie tak ani dlaczego jest teraz mną tak przerażona. – Tak bardzo przepraszam.

Dalej nią kołyszę, nadal nie rozumiejąc co powoduje jej reakcję, ale nigdy w życiu nie widziałem tak przerażonych oczu i nie mam pieprzonego pojęcia, jak ją uspokoić.

- Co się stało? – szlocha, wciąż patrząc na mnie oczami pełnymi strachu.

Całkowicie się odcięła i nawet tego nie pamięta?

- Nie wiem – mówię, kręcąc głową. - Po prostu zaczęłaś liczyć, płakać i drżeć, a ja próbowałem cię powstrzymać, Sky. Nie chciałaś przestać. Byłaś przerażona. Co zrobiłem? Powiedz mi, bo strasznie cię przepraszam. Naprawdę, bardzo przepraszam. Co, do cholery, zrobiłem?

Potrząsa głową, nie będąc w stanie mi odpowiedzieć. Dobija mnie to, że nie wiem czy zrobiłem coś złego, żeby wepchnąć ją tak głęboko do jej głowy, że straciła kontrolę nad rzeczywistością

Zaciskam powieki i przyciskam czoło do jej czoła. – Bardzo przepraszam. Nigdy nie powinienem był pozwolić temu zajść tak daleko. Nie wiem, co do diabła właśnie się stało, ale jeszcze nie jesteś gotowa, okej?

Kiwa głową, wciąż mocno się mnie trzymając. - Więc my nie… my nie uprawialiśmy seksu? – pyta nieśmiało.

Moje serce gubi chwilowo rytm, bo zdaję sobie sprawę z tymi słowami, że bez względu na to, co spróbuję zrobić, aby ją ochronić, istnieje coś, co ją rozrywa. Odcięła się od świata tak bardzo, a ja nie mogłem zrobić nic, żeby to powstrzymać. Kładę ręce na jej policzkach. – Gdzie poszłaś, Sky?

Patrzy na mnie zdezorientowana, potrząsając głową. – Jestem tutaj. Słucham.

- Nie, chodzi mi o wcześniej. Gdzie poszłaś? Nie byłaś tutaj ze mną, bo nie, nic się nie wydarzyło. Widziałem w twojej twarzy, że coś jest nie tak, więc tego nie zrobiłem. Ale teraz musisz pomyśleć długo i mocno gdzie byłaś w tej swojej głowie, ponieważ byłaś spanikowana. Dostałaś histerii, a ja muszę wiedzieć co cię tam zabrało, żeby upewnić się, że nigdy tam nie wrócisz.

Przytulam ją mocno i całuję w czoło. Wiem, że prawdopodobnie musi zebrać się teraz w sobie, więc wstaję, zakładam dżinsy i koszulkę, po czym pomagam jej założyć sukienkę. -Pójdę przynieść ci trochę wody. Zaraz wrócę. – Pochylam się, niepewny czy ona chce mnie teraz w pobliżu, ale całuję ją w usta na uspokojenie.

Wychodzę z mojego pokoju i idę prosto do kuchni. Jak tylko moje łokcie uderzają o blat, chowam twarz w ramionach i robię, co w mojej mocy, żeby teraz się nie załamać. Wdycham kilkanaście głębokich wdechów, wydychając jeszcze większe, mając nadzieję, że zostanę dla niej silny. Ale widząc ją tak bezsilną i wiedząc, że nie mogłem w żaden sposób jej pomóc?

Nigdy nie byłem tak mocno sobą rozczarowany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz