Razem ze
Sky wzięliśmy zrobiliśmy sobie wolne od szkoły w ostatnie dwa dni tygodnia.
Stwierdziliśmy, że i tak opuściliśmy już trzy dni, więc co zaszkodzą jeszcze
dwa? Poza tym Karen przez cały tydzień chciała mieć oko na Sky. Martwi się, jak
to wszystko na nią wpływa.
Zgodziłem
się dać Sky przestrzeń na tych parę dni, ale Karen nie zdaje sobie sprawy, że
okno Sky nadal widuje regularny ruch uliczny w środku nocy. Przeze mnie.
Ostatnich
parę dni spędziłem na głębokich dyskusjach z mamą. Chciała wiedzieć wszystko,
co wiem o Les i Hope, no i oczywiście chciała wiedzieć, co wydarzyło się w
ostatni weekend w Austin. Potem chciała dowiedzieć się wszystkiego o moim
związku ze Sky, więc wszystko jej powiedziałem. A potem powiedziała, że chce ją
poznać.
Więc oto
jesteśmy. Sky właśnie przestąpiła drzwi wejściowe i mama przytula ją do siebie.
Niemal od razu się rozpłakała, co sprawiło, że i Sky trochę się rozkleiła.
Teraz stoją w hallu i mama nie chce jej puścić.
- Nie chcę
przerywać tego spotkania po latach – odzywam się. – Ale jeśli jej nie puścisz,
mamo, to możesz ją odstraszyć.
Mama śmieje
się i pociąga nosem, odsuwając się od Sky. – Jesteś taka śliczna – mówi,
uśmiechając się do Sky. Odwraca się do mnie. – Jest śliczna, Holder.
Wzruszam
ramionami. – No, jest w porządku.
Sky śmieje
się i uderza mnie w ramię. – Pamiętasz? Obelgi są tylko zabawne w formie
tekstowej.
Łapię ją i
przyciągam do siebie. – Nie jesteś śliczna, Sky – szepczę do jej ucha. – Jesteś
niewiarygodna.
W
odpowiedzi oplata mnie ramionami. – Sam nie jesteś taki zły – odpowiada.
Mama chwyta
ją za rękę i odciągając ode mnie, zaprowadza ją do salonu, gdzie zaczyna
bombardować ją pytaniami. Nawet to doceniam, ponieważ nie zadaje pytań o jej
sytuację czy przeszłość. Zadaje normalne pytania, na jaki chce pójść kierunek,
kiedy pójdzie na studia i gdzie planuje
iść na studia. Zostawiam je obie w salonie, żeby kontynuowały swoją rozmowę,
podczas gdy idę do garażu po parę pudeł. Rozmawiałem już wcześniej z mamą o
posprzątaniu pokoju Les. Teraz, kiedy mam tutaj Sky, sądzę, że chyba będę w
stanie to zrobić.
Wracam do
salonu i podaję im pudła. – Chodźcie – mówię, kierując się do schodów. – Mamy
pokój do sprzątnięcia.
Spędzamy
resztę popołudnia na sprzątaniu pokoju Les. Chowamy do jednego pudła jej
zdjęcia i wszystko, co coś dla niej znaczyło, a do reszty pudełek wkładamy jej
ubrania, które oddamy biednym. Biorę oba notesy, oplatam je w dżinsy, które
leżały na podłodze od ponad roku i chowam to do pudła. Pudła, który zatrzymam.
Gdy pokój
jest skończony, mama i Sky idą na dół. Wystawiam pudła na korytarz i odwracam
się, by zamknąć drzwi. Nim zamykam je całkowicie, spoglądam na jej łóżko. Nie
patrzę znowu na jej śmierć. Patrzę na jej uśmiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz