23.10.13

2

Sobota, 25 sierpień, 2012
23:50

Dwa miesiące wcześniej…
Chciałabym myśleć, że większość decyzji, które podjęłam przez moje siedemnaście lat były mądrymi.
Przy odrobinie szczęścia inteligencja jest ważona ciężarem, a kilka głupich decyzji, które podjęłam będą przeważone przez inteligencję. Jeśli o to chodzi, muszę podjąć kupę mądrych decyzji jutro, ponieważ wpuszczanie Graysona przez okno mojej sypialni po raz trzeci tego miesiąca ciąży całkiem ciężko na głupiej stronie wagi. Jednakże jedynym dokładnym pomiarem poziomu głupoty decyzji jest czas… więc chyba poczekam i zobaczę, czy zostanę złapana zanim stuknę młotkiem sędziowskim.
Pomimo tego jak to może wyglądać, nie jestem zdzirą. Chyba że, oczywiście, definicja zdziry jest oparta na fakcie, że obściskuję się z wieloma ludźmi, niezależnie od mojego braku atrakcyjności do nich. W takim wypadku ktoś mógłby mieć podstawy do dyskusji.
- Pośpiesz się – mówi bezgłośnie Grayson zza zamkniętego okna, widocznie rozdrażniony moim brakiem pośpiechu.
Odblokowuję zasuwę i odsuwam okno do góry tak cicho, jak to możliwe. Karen może być niekonwencjonalnym rodzicem, ale kiedy chodzi o chłopców wkradających się przez okna sypialni o północy, jest ona twoją typową, pełną dezaprobaty matką.
- Cicho – szepczę. Grayson podpiera się i przerzuca jedną nogę przez parapet, po czym wspina się do mojej sypialni. Pomaga to, że okna po tej stronie domu są zaledwie metr nad ziemią; jest prawie tak jakbym miała własne drzwi. Właściwie to Six i ja prawdopodobnie używałyśmy naszych okien, żeby się odwiedzać więcej niż używałyśmy prawdziwych drzwi. Karen tak bardzo do tego przywykła, że nawet nie pyta o moje okno otwarte przez większość czasu.
Zanim zasuwam zasłonę, spoglądam na okno sypialni Six. Ona macha do mnie jedną ręką, drugą ciągnąc za ramię Jaxona, jak ten wspina się do jej sypialni. Gdy tylko Jaxon jest bezpiecznie w środku, odwraca się i wyciąga głowę przez okno. – Spotkaj się ze mną przy twoim aucie za godzinę – szepcze głośno do Graysona. Zamyka okno Six i zasuwa jej zasłony.
Six i ja byłyśmy złączone od dnia, kiedy wprowadziła się obok cztery lata temu. Nasze okna sypialni są przyległe do siebie, co okazało się niezwykle dogodne. Sprawy zaczęły się dosyć niewinnie. Kiedy miałyśmy czternaście lat, wkradałam się do jej pokoju w nocy i wykradałyśmy lody z zamrażalnika i oglądałyśmy filmy. Kiedy miałyśmy piętnaście lat, zaczęłyśmy wkradać chłopców do jedzenia lodów i oglądania filmów z nami. Gdy miałyśmy szesnaście lat, lody i filmy grały drugie skrzypce dla chłopców. Teraz jako siedemnastolatki nawet nie przejmujemy się wyjściem z naszych indywidualnych sypialni do czasu gdy potem chłopcy idą do domu. Wtedy właśnie lody i filmy znowu mają pierwszeństwo.
Six przechodzi przez chłopców tak jak ja przechodzę przez smaki lodów. W tej chwili jej smakiem miesiąca jest Jaxon. Moim jest Rocky Road[1]. Grayson i Jaxon są najlepszymi przyjaciółmi, dlatego w taki sposób początkowo zostaliśmy zetknięci z Graysonem. Kiedy smak miesiąca Six ma seksownego najlepszego przyjaciela, wkrada ona go w moje łaski. Grayson jest z pewnością seksowny. Ma niezaprzeczalnie świetne ciało, idealnie niedbałe włosy, przeszywające ciemne oczy… wszystko, co się da. Większość dziewczyn, które znam czułyby się uprzywilejowane będąc tylko w tym samym pokoju co on.
Wielka szkoda, że ja nie.
Zasłaniam zasłony i obracam się, żeby znaleźć Graysona cale od mojej twarzy, gotowy żeby zacząć przedstawienie. Kładzie dłonie na moich policzkach i błyska swoim uśmiechem zrzucającym majtki. – Hej, piękna. – Nie daje mi szansy na odpowiedź, kiedy jego usta witają moje w ckliwym zapoznaniu. Dalej mnie całuje, ściągając swoje buty. Ściąga je bez wysiłku, podczas gdy obydwoje idziemy w stronę mojego łóżka, usta wciąż razem złączone. Łatwość z jaką robi te dwie rzeczy jednocześnie jest imponująca i niepokojąca. Powoli osuwa moje plecy na łóżko. – Czy twoje drzwi są zamknięte?
- Idź sprawdzić drugi raz – mówię. Daje mi krótkiego całusa w usta, po czym podskakuje do drzwi, żeby upewnić się, że drzwi są zamknięte. Wytrzymałam z Karen trzynaście lat i nigdy nie zostałam uziemiona; nie chcę jej dać żadnego powodu, żeby teraz zacząć. Będę miała osiemnastkę za parę tygodni, a nawet wtedy wątpię że zmieni ona swój styl wychowywania tak długo jak jestem pod jej dachem.
Nie żeby jej styl wychowywania był negatywny. Po prostu jest… bardzo sprzeczny. Była surowa całe moje życie. Nigdy nie mieliśmy dostępu do Internetu, komórek czy nawet telewizji, ponieważ uważa ona że technologia jest źródłem całego zła na świecie. Jednak jest niezwykle pobłażliwa w innych względach. Pozwala mi wychodzić z Six kiedykolwiek chcę i tak długo jak wie gdzie jestem, tak naprawdę nie mam nawet godziny policyjnej. Jednak nigdy nie pchnęłam tego zbyt daleko, więc może mam godzinę policyjną i po prostu nie zdaję sobie z tego sprawy.
Nie obchodzi ją to czy klnę, chociaż rzadko to robię. Nawet pozwala mi wypić wino na kolację co jakiś czas. Rozmawia ze mną bardziej jakbym była jej przyjaciółką niż córką (chociaż zaadoptowała mnie, kiedy miałam pięć lat) i jakoś przywykła mnie do bycia (prawie) całkowicie z nią szczerą na temat wszystkiego, co dzieje się w moim życiu.
Nie ma z nią żadnego średniego porozumienia. Jest ona albo niezwykle pobłażliwa, albo niezwykle surowa. Jest jak konserwatywna liberalistka. Albo liberalna konserwatystka. Kimkolwiek jest, trudno ją rozgryźć, dlatego właśnie przestałam próbować trzy lata temu.
Jedyną rzeczą, nad którą naprawdę się głowiliśmy był problem z publiczną szkołą. Uczyła mnie w domu całe życie (publiczna szkoła jest kolejnym źródłem zła) i błagałam, żeby mnie zapisać odkąd Six podsunęła mi ten pomysł. Starałam się o przyjęcie do college’ów i czułam, że będę miała lepszą szansę w dostaniu się do szkół, do których chcę, jeśli dodam parę pozalekcyjnych zajęć do podań. Po miesiącach nieustannych błagań od Six i mnie, Karen w końcu ustąpiła i pozwoliła mi się zapisać na ostatni rok. Miałam wystarczająco punktów, żeby zaliczyć rok z mojego programu nauki w domu w ciągu paru miesięcy, ale mała część mnie zawsze miała pragnienie doświadczenia życia jak normalna nastolatka.
Oczywiście, gdybym wiedziała, że Six wyjedzie na zagraniczną wymianę w tym samym tygodniu, kiedy miał być nasz pierwszy wspólny dzień ostatniego roku, nigdy nie rozważałabym pomysłu publicznej szkoły. Lecz jestem niewybaczalnie uparta i prędzej dźgnęłabym się w mięsistą część dłoni widelcem niżbym powiedziała Karen że zmieniłam zdanie.
Starałam się uniknąć myślenia o fakcie, że nie będę miała Six w tym roku. Wiedziałam jak bardzo miała nadzieję, że wymiana się uda, lecz samolubna część mnie naprawdę miała nadzieję, że tak się nie stanie. Myśl o przejściu przez te drzwi bez niej przerażała mnie. Ale zdaję sobie sprawę, że nasza separacja jest nieunikniona i mogę tak żyć na tyle długo, dopóki nie będę wepchnięta do prawdziwego świata, gdzie żyją inni ludzie prócz Six i Karen.
Mój brak dostępu do realnego świata został kompletnie zastąpiony książkami, a nie może być zdrowo żyć w świecie szczęśliwych zakończeń. Czytanie również wprowadziło mnie w (raczej udramatyzowane) grozy liceum, pierwszych dni, klik i wrednych dziewczyn. Nie pomagało to, że, według Six, już miałam reputację po prostu będąc z nią powiązaną. Six nie ma najlepszych osiągnięć w celibacie i najwyraźniej niektórzy faceci, z którymi się obściskiwałam nie mają najlepszych osiągnięć w utrzymaniu tajemnic.
Te połączenie powinno sprawić pierwszy dzień szkoły dosyć interesującym.
Nie, żeby mnie to obchodziło. Nie zapisałam się, żeby nawiązać przyjaźni czy zrobić na kimś wrażenie, więc tak długo jak moja nieuzasadniona reputacja nie zderzy się z moim ostatecznym celem, świetnie sobie poradzę.
Mam nadzieję.
Grayson wraca do łóżka po upewnieniu się, że drzwi są zamknięte i rzuca mi uwodzicielski uśmiech. – Co powiesz na mały striptiz? – Kołysze biodrami i podnosi koszulkę, ukazując jego ciężko osiągnięte mięśnie brzucha. Zaczynam zauważać, że pokazuje je kiedy tylko może. On jest twoim typowym, pochłoniętym sobą złym chłopcem.
Śmieję się, kiedy zakręca koszulką wokół głowy i rzuca nią we mnie, po czym znowu się na mnie wsuwa.
Przesuwa dłoń za moją szyję, przyciągając moje usta do pozycji.
Pierwszy raz, kiedy Grayson wślizgnął się do mojej sypialni był trochę ponad miesiąc temu i od początku dał jasno do zrozumienia, że nie szuka związku. Ja dałam jasno do zrozumienia, że nie szukałam jego, więc naturalnie natychmiast się zaprzyjaźniliśmy. Oczywiście on będzie jedną z paru osób, które znam w szkole, więc martwię się, że może to zaburzyć dobrą rzecz, którą mamy – co jest absolutnie niczym.
On jest tutaj mnie niż trzy minuty i już ma rękę pod moją bluzką. Myślę, że bezpiecznie jest powiedzieć, że nie jest on tutaj dla mojej pobudzającej rozmowy. Jego usta przesuwają się z moich warg na korzyść mojej szyi, zatem wykorzystuję moment wytchnienia, żeby głęboko odetchnąć i znowu spróbować coś poczuć.
Cokolwiek.
Wlepiam oczy w plastikowe świecące w ciemności gwiazdy przylegające do sufitu nad moim łóżkiem, z lekka świadoma ust, które przeszły na moją klatkę piersiową. Jest ich sześćdziesiąt sześć. Gwiazd. Wiem to, ponieważ przez ostatnie kilka tygodni miałam wiele czasu na liczenie ich, podczas gdy byłam w tym samym kłopotliwym położeniu. Ja, leżąca niezauważalnie obojętna, kiedy Grayson bada moją twarz oraz szyję i czasami klatkę piersiową swoimi dociekliwymi, za bardzo podekscytowanymi ustami.
Dlaczego, jeśli nie jestem tym zainteresowana, pozwalam mu to robić?
Nigdy nie miałam jakiegokolwiek emocjonalnego połączenia z facetami, z którymi się obściskiwałam. Czy raczej facetami, którzy obściskiwali się ze mną. Jest to niefortunne przeważnie z jednej strony. Miałam tylko jednego kolesia, który bardzo blisko wywołał raz ode mnie fizyczną albo psychiczną reakcję i okazało się to być sprowokowanym urojeniem. Miał na imię Matt i umawialiśmy się przez mniej niż miesiąc, zanim jego dziwactwa mnie pokonały. To jak odmawiał picia wody z butelki dopóki nie było to przez słomkę. Czy to jak rozszerzały się jego nozdrza tuż przed tym jak pochylał się, żeby mnie pocałować. Czy to jak powiedział „kocham cię” po jedynie trzech tygodniach uznania siebie za wyłącznych.
Ta. Ostatnie było zaskoczeniem. Pa pa Matty.
Six i ja analizowałyśmy mój brak fizycznej reakcji do facetów wiele razy w przeszłości. Przez moment podejrzewała ona, że jestem homoseksualna. Po bardzo krótkim i żenującym „testującym teorię” pocałunku pomiędzy nami, kiedy miałyśmy szesnaście lat, obydwie wywnioskowałyśmy, że nie w tym był problem. Nie to, że nie lubiłam obściskiwania się z chłopcami. Lubiłam to – w innym wypadku bym tego nie robiła. Po prostu nie lubiłam tego dla tych samych powodów, co inne dziewczyny. Nigdy nie powalono mnie na kolana. Nie miałam motylków. Właściwie całe wyobrażenie bycia przez kogoś oszołomioną była dla mnie obce. Prawdziwy powód, dla którego lubiłam obściskiwanie się z facetami był po prostu taki, że wywoływało to we mnie uczucie kompletnego i przyjemnego odrętwienia. To sytuacje takie jak ta, w której jestem teraz z Graysonem, kiedy miło jest, gdy mój umysł się zamyka. Kompletnie się zatrzymuje, a ja lubię to uczucie.
Moje oczy skupione są na siedemnastu gwiazdach w górnym prawym kwadracie mojego sufitu, kiedy nagle wracam do rzeczywistości. Ręce Graysona odważyły się dalej, niż pozwalałam im w przeszłości i szybko staję się świadoma faktu, że odpiął on moje dżinsy, a jego palce przesuwają się po bawełnianej krawędzi moich majtek.
- Nie, Grayson – szepczę, odpychając jego dłoń.
Odsuwa rękę i jęczy, po czym przyciska czoło do mojej poduszki. – Daj spokój, Sky. – Oddycha ciężko przy mojej szyi. Poprawia swój ciężar na prawym ramieniu i patrzy na mnie, próbując zabawić mnie swoim uśmiechem.
Czy wspomniałam, że jestem odporna na jego uśmiech zrzucający majtki?
- Jak długo zamierzasz to utrzymywać? – Przeciąga dłonią po moim brzuchu i znowu wolno przesuwa koniuszki palców do moich dżinsów.
Mrowi mnie skóra. – Utrzymywać co? – Próbuję wysunąć się spod niego.
On podciąga się na rękach i patrzy na mnie, jakbym była ciemna. – Tę grę „dobrej dziewczynki”, którą starasz się przybrać. Mam tego dosyć, Sky. Po prostu już to zróbmy. – To przywraca mnie do faktu, że, wbrew powszechnej opinii, nie jestem zdzirą. Nigdy nie uprawiałam seksu z żadnym z kolesi, z którymi się obściskiwałam, wliczając obecnie dąsającego się Graysona. Zdaję sobie sprawę, że mój brak seksualnej reakcji pewnie ułatwiłby emocjonalny poziom, żeby uprawiać seks z przypadkowymi ludźmi.
Jednakże, zdaję sobie również sprawę, że mógłby to być ten sam powód, dla którego nie powinnam uprawiać seksu. Wiem, że kiedy już przekroczę tę linię, plotki o mnie już nie będą plotkami. Będą faktem. Ostatnią rzeczą jaką chcę to, żeby rzeczy, które ludzie o mnie gadają zostały potwierdzone. Chyba mogę dopisać moje prawie osiemnaście lat dziewictwa do czystego uporu.
Po raz pierwszy w ciągu dziesięciu minut, których on tutaj był, zauważam u niego smród alkoholu.
- Jesteś pijany. – Pcham w jego klatkę piersiową. – Powiedziałam ci, żebyś znowu nie przychodził tutaj pijany. – On stacza się ze mnie, a ja wstaję, żeby zapiąć swoje spodnie i poprawić bluzkę. Czuję ulgę, że jest pijany. Jestem bardziej niż gotowa, żeby wyszedł.
Siada na brzegu łóżka i chwyta moją talię, przyciągając mnie do niego. Obejmuje mnie ramionami i opiera głowę o mój brzuch. – Przepraszam – mówi. – Po prostu tak bardzo cię pragnę, że nie sądzę, że wytrzymam ponowne tutaj przyjście, jeśli nie pozwolisz mi siebie mieć. – Zniża dłonie i łapie mój tyłek, następnie przyciska usta do obszaru skóry, gdzie moja bluzka styka się z dżinsami.
- Więc tutaj nie przychodź. – Przewracam oczami i cofam się od niego, po czym idę do okna.
Kiedy odsuwam zasłonę, Jaxon już wychodzi z okna Six. Jakoś obydwie zdołałyśmy skrócić tę jednogodzinną wizytę do dziesięciu minut. Spoglądam na Six, a ona posyła mi wszystkowidzące „czas na nowy smak” spojrzenie.
Wychodzi za Jaxonem przez okno i podchodzi do mnie. – Grayson też jest pijany? – Potakuję. – Całkowicie. – Odwracam się i patrzę na Graysona, który leży na łóżku, nieświadomy faktu, że nie jest już mile widziany. Podchodzę do łóżka i podnoszę jego koszulkę, rzucając mu ją w twarz. – Wyjdź – mówię.
Podnosi na mnie wzrok i podnosi brew, potem bardzo niechętnie schodzi z łóżka, kiedy widzi, że nie robię sobie żartów. Zakłada buty, dąsając się jak czterolatek. Odsuwam się na bok, żeby dać mu wyjść.
Six czeka aż Grayson opuści okno, po czym wspina się do środka, gdy jeden z kolesi mamrocze słowo „dziwki”. Już w środku Six przewraca oczami i odwraca się, żeby wystawić głowę na zewnątrz.
- Zabawne, że jesteśmy dziwkami, bo nie dostaliście seksu. Dupki. – Zamyka okno i podchodzi do łóżka, opadając na nie i krzyżując ręce za głową. – I kolejny gryzie ziemię.
Śmieję się, lecz mój śmiech szybko jest przerwany przez głośne pukanie do drzwi sypialni. Od razu idę je otworzyć, następnie odsuwam się na bok, przygotowując się na wejście Karen. Jej matczyne instynkty mnie nie zawodzą. Rozgląda się gorączkowo po pokoju, dopóki jej oczy nie lądują na Six na łóżku.
- A niech to – mówi, odwracając się do mnie. Kładzie dłonie na biodrach i marszczy brwi. – Mogłabym przysiąc, że słyszałam tutaj chłopców.
Podchodzę do łóżka i próbuję ukryć autentyczną panikę przepływającą przez moje ciało. – I wydajesz się rozczarowana ponieważ… - Czasami absolutnie nie rozumiem jej reakcji. Tak jak powiedziałam wcześniej… sprzeczne.
- Kończysz osiemnastkę za miesiąc. Mam już mało czasu na uziemienie cię po raz pierwszy w życiu. Musisz zacząć trochę bardziej chrzanić, dziecko.
Oddycham z ulgą, widząc, że ona tylko żartuje. Niemal czuję się winna, że tak naprawdę nie podejrzewa, że jej córka była obmacywana pięć minut wcześniej w tym samym pokoju. Serce wali mi w piersi tak niewiarygodnie głośno, iż boję się, że może je usłyszeć.
- Karen? – Mówi zza nas Six. – Jeśli to cię uspokoi, dwa gorące towary właśnie się z nami obściskiwały, ale wyrzuciliśmy ich tuż przed tym jak weszłaś, bo byli pijani. – Moja szczęka opada i obracam się w miejscu, żeby posłać Six spojrzenie, które mam nadzieję, że da jej znać, iż sarkazm nie jest w ogóle zabawny, kiedy jest prawdą.
Karen się śmieje. – Cóż, może jutrzejszej nocy dorwiecie jakichś ładnych trzeźwych chłopców. – Nie sądzę, że muszę się martwić o to, że Karen usłyszy moje bicie serca, ponieważ całkowicie się zatrzymało.
- Trzeźwych chłopców, tak? Myślę, że to mogę to załatwić – mówi Six, puszczając do mnie oko.
- Zostajesz na noc? – mówi Karen do Six, gdy wraca do drzwi sypialni.
Six wzrusza ramionami. – Chyba zostaniemy dzisiaj w moim domu. To mój ostatni tydzień we własnym łóżku na sześć miesięcy. Poza tym mam Channinga Tatum na płaskim ekranie. – Zerkam na Karen i widzę, jak to się zaczyna.
- Nie, mamo. – Zaczynam do niej iść, lecz widzę zamglenie tworzące się w jej oczach. – Nie, nie, nie. – Kiedy do niej dochodzę, jest za późno. Ona ryczy. Jeśli jest jedna rzecz, której nie mogę znieść, to płaczu. Nie dlatego, że czyni mnie emocjonalną, ale dlatego, że piekielnie mnie irytuje. I jest niezręczne.
- Jeszcze tylko jeden – mówi, pędząc do Six. Już przytuliła ją tego dnia nie mniej niż dziesięć razy.
Prawie myślę, że jest ona smutniejsza ode mnie, że Six wyjeżdża za kilka dni. Six nie odmawia prośbie na jedenasty uścisk i puszcza do mnie oko ponad ramieniem Karen. Praktycznie muszę je od siebie oderwać, żeby Karen po prostu wyszła z mojego pokoju.
Wraca do drzwi i odwraca się ostatni raz. – Mam nadzieję, że spotkasz seksownego włoskiego chłopaka – mówi do Six.
- Lepiej żebym spotkała więcej niż jednego. – Six jest śmiertelnie poważna.
Kiedy drzwi zamykają się za Karen, odwracam się i wskakuję na łóżko, po czym walę Six w ramię.
- Jesteś taką suką – mówię. – To nie było zabawne. Myślałam, że zostałam złapana. – Ona się śmieje i łapie moją dłoń, potem wstaje. – Chodź. Mam Rocky Road. – Nie musi prosić dwa razy.



[1] Rocky Road – czekoladowe lody popularne w Wielkiej Brytanii i Australii. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz